Kolejna z imprez sygnowana logiem Diamante Wear. Ty razem Gdyński klub Ucho
był miejscem w którym odbył się ten zajebisty event. Line-up jaki przygotowali
organizatorzy był naprawdę mocny. W.E.N.A., VNM, TETRIS, MLODY M, GEDZ/JODA.
Zapowiadało się ostro.
Do klubu postanowiłem udać się wcześniej, obawiając się kolejki , która może spotkać mnie
przed wejściem. Już na starcie zostałem zaskoczony. Kolejki brak.
Myślę sobie – spoko, jest 20:30, nie ma co się spinać, młoda godzina Podbijam do baru
na „soczek” aby się zrelaksować.
Prawie punktualnie o 20:45 rozpoczął się pierwszy koncert tej imprezy.
Na scenie pojawił się Stochu. Trójmiejski raper, reprezentant ComeOut Label.
Zagrał on parę numerów ze swojego mixtape’u „Lepiej później niż słabo”.
Wypadł bardzo solidnie mimo, iż miał trudne zadanie grając jako pierwszy przed niezbyt
liczną publiką. Zaraz po nim pojawił się artysta na którego występ czekałem z niecierpliwością.
HuczuHucz z HighTime Label wydał pod koniec ubiegłego roku album „Po tej stronie raju”,
który zaskakująco dobrze została przyjęty przez słuchaczy w całym kraju.
Zastanawiałem się jaki będzie odbiór tego albumu w wersji live. Napisze krótko i bez zbędnego
pierdolenia. OGIEŃ! Jak wiadomo, był to support i Hucz nie mógł zagrać pełnego materiału,
ale kawałki, które nam zaserwował rozgrzały wciąż niezbyt licznie zgromadzoną publikę.
zajebiście mocno podniosły mi oraz zgromadzonym ludziom poziom adrenaliny, a to był dopiero
drugi koncert tego wieczoru. Jako następni, zameldowali się chłopaki z Akcji Spontan, |
Podtrzymali oni poziom, który 15 minut wcześniej wyznaczył Hucz.
Wykonali dobrze znane numery „Jak to się dzieje” oraz „Na wyjebce”.
Na szczególną uwagę zasługuje motyw, który pojawił się w ostatnim kawałku – „Rock it”.
Tym razem nie była to Akcja spontan lecz wcześniej przygotowane działanie polegające na tym,
że chłopaki zamarli w ruchu, nawijali do mikrofonu nie ruszając się, wyglądali jak figury woskowe
Madame Tussaud. Bardzo fajny performance, którego nie widziałem jeszcze na koncercie hip hopowym.
Takim ciekawym akcentem zakończył się oficjalny support. Tymczasem przy barze…
… barman starał się wytłumaczyć mi, że skończył się sok bananowy, co w moim przypadku było katastrofą.
Informacja ta nie załamała mnie jednak całkowicie i po głębszym namyśle zdecydowałem się na czarną porzeczkę.
Mając już wszystko czego mi potrzeba ruszyłem ponownie pod scenę, gdzie Gedz z Jodą rozpoczynali
oficjalną część tego piątkowego event’u. Na starcie przywitali nas numerem „Dzień Dobry, Siemano”.
Publika dalej żywo reagowała i trzymała wysoki poziom, nakreślony przez poprzednich wykonawców.
Potem było jeszcze lepiej „Zycie kręci się jak vestax”, „Chodź ze mną”, „Chłopaki dostali naprawdę solidny hałas”.
W międzyczasie Diamante Wear rozdawało gadżety i co jakiś czas w tłum wyrzucane były koszulki, czapki oraz płyty.
Na scenie również pojawili się operatorzy kamer, którzy udokumentowali cały występ.
Z tego co się nieoficjalnie dowiedziałem ujęcia te będą wykorzystane w nowym klipie.
Line-up, który przygotowali dla nas organizatorzy wydawał się nie mieć końca. Standardowo 3 minuty
przerwy na podłączenie sprzętu i jedziemy dalej. Młody M był kolejnym artystą, który dzielił mnie
od występów na które czekałem cały wieczór. Przyznam szczerze, że nie znałem wcześniej dyskografii
tego gościa. Ksywka oczywiście była mi znana, czasem też widziałem jakieś featuringi ale nigdy jakoś
specjalnie nie czułem potrzeby sprawdzenia go. Koncert oczywiście zweryfikował mój wcześniejszy pogląd.
Młodziak pokazał mi i chyba wszystkim zgromadzonym w klubie Ucho, że „prezentuje bezkompromisową
filozofię człowieka żyjącego w twardej polskiej rzeczywistości”. Nie wiem jak wy ale ja uwierzyłem w to co
ten gościu ma do powiedzenia. Jak się dowiedziałem od ludzi otaczających mnie zagrał kawałki ze swojej
ostatniej płyty „ Kronika II: Siła Charakteru”, którą zamierzam w nadchodzącym tygodniu sprawdzić.
UWAGA: Epitety typu „o kurwa”, ja pierdole”, „OGIEŃ!”, „MISTRZ!” mogą pojawiać się w dalszej części
tekstu bardzo często. Jeśli komuś to przeszkadza niech zakończy swoją przygodę z tą recenzją w tym miejscu…
Po raz kolejny będę szczery i powiem, że na występ tych trzech panów czekałem cały wieczór.
W.E.N.A., VNM oraz TeTris! Przypuszczałem również, że największa frekwencja będzie właśnie ok godziny 23.
Jak się później okazało nie myliłem się. Zaczyna Wudoe…
„Nigdy nie podejrzewałem, dokąd mnie ta droga zaprowadzi…” !!! Dziękuje. Do widzenia.
Zmiażdżył po prostu. Ścisk po sceną, każdy skacze, każdy zna tekst, wszystkie ręce w górze…
Ciężko ubrać w słowa to co tam się działo. Z resztą wszyscy którzy choć raz byli na jego koncercie mniej
więcej wiedzą czego mogą się spodziewać. Mając taki materiał i takie kawałki po prostu nie da rady zagrać
słabego koncertu. No ale nic, jedziemy dalej. „Podstawowe instrukcje”, „S-A-L-U-T-U-J”, „Nie mam tego”
czy „Patrz mi na ręce” z gościnnym udziałem Vnm’a, który wyskoczył z backstage’u.
W zasadzie nie ma sensu dalej tego opisywać. Po prostu OGIEŃ! Kto nie mógł tam z nami być niech żałuje
bo naprawdę jest czego. Po tym jak W.E.N.A. zabrał nam większą część energii, trzeba było podładować
akumulatory przy barze. Mieliśmy na to całe trzy minuty czyli dokładnie tyle ile trwało podłączenie
sprzętu kolejnego artysty. Następny w kolejce był mój człowiek z Elbląga, reprezentant Prosto label – VNM.
Po tym co zaprezentował Wena kilka minut wcześniej, Venom miał poprzeczkę zawieszoną bardzo wysoko,
tego dnia zbyt wysoko. V wg mnie zaprezentował się przeciętnie aby nie powiedzieć słabo. Kawałki,
które wybrał jakoś nie poderwały mnie specjalnie. „Lawa”, „Flaj”, „Supernova” czy „FAŁ EN EM” nie są moimi
faworytami i miałem wrażenie, że publika też średnio je przyjęła. Jeśli do tego dodamy akcję z beatboxem,
która wypadła kiepsko to obraz tego występu mieni się raczej w ciemnych barwach.
Na koniec V zagrał kawałek ze swojej nadchodzącej płyty Etenszyn: Drimz Kamyn Tru – Na weekend.
Wszystko spoko gdyby nie to, że zagrał go… z playback’u. Osobiście bardzo się zawiodłem.
Rozczarował mnie ten występ. Jestem fanem talentu tego gościa od lat i wiem, że potrafi dać mega ogień
na koncercie. Liczę, że to tylko wypadek przy pracy.
Przed pojawieniem się ostatniego wykonawcy miałem wrażenie, że publika już osłabła.
Reakcje nie były tak energiczne a frekwencja malała. Być może było to spowodowane zbyt długim
line-up’em, co paradoksalnie powinno wpłynąć pozytywnie na całość imprezy.
Ja sam również odczułem zmęczenie, ale nawet przez myśl mi nie przeszło aby opuścić lokal
przed występem Tetrisa. Byłem przekonany, że „Lot 2011” w wersji live to będzie ogień!
To co się wydarzyło zapamiętam na długo. Dawno nie miałem okazji uczestniczyć w tak dobrym koncercie.
Energia, jaką przekazał ten człowiek to jest jakiś kosmos! „Trzeba żyć”, „Skóra” „Prawo 2021”, „Teraz patrz”,
„Tetrock”, do tego cała masa zajebistego freestyle’u, urodzinowy szampan, symboliczne ‘Sto lat” dla Izy – żony Tetrisa,
a ostatni numer podsumował cały piątkowy wieczór. „Ile mogę” w wykonaniu Weny, Hucza, Vnm’a, Dj’a Torta,
Poga oraz oczywiście Tetrisa pozamiatał wszystko. Było zajebiście.
Pozdro
Kupujcie Polskie Rap Płyty
Włoczek HighTime
